Życie to sztuka wyborów

Do sztuki preludium

Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, ani o polityce. I jak dobrze, że dżentelmenem nigdy nie byłem, bo ja to bardziej taki gentle menel – mogę się wypowiedzieć na oba z tych tematów. :) Mój przyjaciel, nazwijmy go Marek (co zapewne go ucieszy gdy to przeczyta, pozdro Marek), przychodząc pierwszy raz, do swej wówczas wymarzonej pracy, usłyszał już na samym początku firmowe motto: "Life is an art of choice". I jak źle byśmy wszyscy nie myśleli o życiu w korporacjach, to hasło zdaje się mimo wszystko prawdziwe. Dlatego dzisiaj opowiem trochę o sztuce, jaką są wybory. A jest to kawał niezłej sztuki tego lata…

O co chodzi z tą polityką

Moje zainteresowanie polityką datuje się na jakiś 13 rok mego życia, czyli jakby spojrzeć z odpowiedniej perspektywy, jest to aktualnie jego połowa. Wydaje mi się, że jest to dość wcześnie i biorąc pod uwagę ile miałem wtedy oleju w głowie, nikogo chyba nie zaskoczy fakt, że inspirował mnie wówczas Janusz Korwin-Mikke, a moim marzeniem było zostać władcą świata (chociaż dziś raczej oddałbym świat ludziom i naturze). Na JKM też oddałem swój pierwszy głos 5 lat później i dziś nie mogę uwierzyć jak mogłem kupować te jego dyrdymały przez tak długi okres czasu. Ale są rzeczy, których Pan Janusz nauczył mnie bardzo dobrze swoimi kolorowymi wpisami na blogu:

1. Jebać system

Niekoniecznie wykonywanie nazistowskich salutów na sali europarlamentu jest najlepszą formą pokazania swego sprzeciwu wobec aktualnym układom politycznym, ale z pewnością ogień rewolty który zapalił się we mnie 13 lat temu, wciąż jorga się niczym biebrzański park narodowy parę miesięcy temu. Nie potrafię zaakceptować wielu rzeczy – pierwszą z nich jest zawód polityk. To są tacy ludzie, którzy w życiu zawodowym co najwyżej nadają się do podcierania dupska innym fagasom na stołkach wyższych od swoich, tak by w pewnym momencie wyciągnąć im rękę przez gardło i zamienić się pozycjami. Gratuluję pomysłu na biznes – łapówkarstwo i kolesiostwo jest w końcu bardzo dochodowe :). Osobiście uważam, że w czasach dobrze działających i szerokodostępnych systemów informatycznych zawód posła powinien zostać przynajmniej częściowo zredukowany na rzecz możliwości bezpośredniego głosowania na ustawy poprzez obywateli używając chociażby jakiejś integry z ePuapem. Niech połowa głosów dostępnych w puli to będą głosy posłów, a połowa e-obywateli. Tak na dobry początek :). Ziemia dla ziemniaków!

2. Jebać podatki

Pan Janusz dość szybko mi wytłumaczył, że za każdą złotówkę, którą ja zapłacę urzędom, ktoś sobie z tego potrąci za obsługę i przytuli za to nowego mercedesa. Bo miał dobre układy. Pamiętacie lekcje historii ze szkoły? Pamiętam jak mnie wtedy zmroziło gdy dowiedziałem się, że średniowieczny chłop musiał odpracować 2 dni pańszczyzny na feudała i oddać następnie 110 swoich plonów kościołowi. Wtedy wydawało mi się to rozbojem w biały dzień. Przeliczmy to sobie teraz na ówczesne standardy. Przyjmijmy że pańszczyzna to VAT, a dziesięcina to dochodowy. Wychodzi nam 27% VATu (więcej o 4% względem tego co ja odprowadzam posiadając własną działalność) i 10% dochodowego (9% mniej względem tego co płaci MikoSoft, tak moja firma nazywa się MikoSoft :D). No to teraz jeszcze zamieńmy to sobie na dni. 23% + 19% = 42%. 42% hajsu który dostaję na konto muszę oddać państwu. Zakładając że pracuję 20 dni w miesiącu (chociaż raczej jest to 26-27), to 8.5 dnia tyram na dobro ogólne. I ktoś sobie za obsługę tego dostaje niezłą pensję. Przekładając to na kwoty pieniężne, to czasami jak jest lepszy miesiąc potrafię mieć na utrzymaniu dobre kilka dzieciaków z 500+. I ten hajs dostanie pewnie połowa z nich bo reszta pójdzie na obsługę. Żeby było jasne – uważam że należy wspierać ludzi którzy pomocy potrzebują. Ale nie poprzez zabieranie mi hajsu, a raczej poprzez dawanie ulg tym którzy mają ciężej, tak żeby mogli sobie więcej zarobić. Tak żeby nikomu niepotrzebnie płacić za obsługę i żeby nikt nie rozdawał moich ciężko zarobionych pieniędzy. Wędkę – nie kurwa rybkę.

3. Potrzebna jest dywersyfikacja

I to jest punkt, którego pan Janusz nauczył mnie poprzez tzw. kontrprzykład. Politycy mają skłonność do używania zasady divide et impera, czyli dziel i rządź. Powiedzą Ci kogo nie lubić (słynne wypowiedzi JKM o lewakach, homosiach, demokratach…), a kogo lubić, skłócą nas – nas jako prostych ludzi, by łatwiej nami rządzić. W społeczeństwie nie powinno być miejsca na nienawiść wobec innych ludzi, zwykłych obywateli. Wszyscy w końcu mamy tak samo ciężko, ciężej lub lżej. Osoby które powinniśmy nienawidzić, to właśnie cyniczni politycy którzy manipulują naszymi emocjami i naszą kasą ku własnej korzyści. To różnorodność poglądów i ich wzajemna akceptacja rodzi dialog i dbanie o interesy wszystkich obywateli, a nie tylko uprzywilejowanych grup lepszego sortu. Dlatego kurwa ruszcie dupsko w niedzielę i zdywerysfikujcie środowisko polityczne w Polsce, bo ja na te rządy dedykowane dla jednej grupy obywateli 9 dni w miesiącu zapierdalać już dłużej nie chcę :).

Sztuka konsensusu

Poprzedni punkt mógłby być dobrym zakończeniem tego tekstu, ale jest jeszcze coś co sięga dalej, coś więcej w mojej myśli, co wychodzi ponad politykę, a zahacza o sztukę podejmowania wyborów, jaką w końcu jest życie w całej swej kwintesencji. No bo nigdy nie ma tak żeby było kurwa dobrze. Zawsze mogłoby być lepiej, tak samo jak zawsze mogłoby być gorzej. Łatwo jest oślepnąć od wizji i pomysłów, od ideologii oraz słusznych przekonań, od religii i fanatyzmu również. Wyobraźcie sobie, że to miasto, ten kraj, ta planeta to taki wózek, który wszyscy razem ciągniemy na linach, jadąć na nim równocześnie (wiem, że to taki trochę abstrakt od którego może zacząć swędzieć mózg). Jeżeli każdy będzie ciągnąć w swoją stronę to go po prostu rozgruchotamy na kawałki. Dlatego czasem trzeba pójść na ustępstwa i podjąć decyzje które niekoniecznie są zgodne z naszym sumieniem. Ale brak decyzji to jeszcze gorsza decyzja. Zero sztuki w takim wyborze.

Pozdrawiam wszystkich koneserów :)